Odłóż widelec – koniec zabawy: Ankieta o podejściu do dzieci w restauracjach

Spytaliśmy ponad 1000 respondentów, co tak naprawdę myślą o obecności i zachowaniu dzieci w restaurajcach.

Julia Wysocka - Redaktorka HiJunior
Autor
Redaktorka HiJunior
16 min

Spójrzmy prawdzie w oczy – dzieci potrafią być nieznośne. Zdarza się, że słodkie, roześmiane aniołki w miejscu publicznym zamieniają się w małe bestie. A restauracje…to jedne z ich ulubionych miejsc do rozpętania chaosu. 

Dlaczego możesz nam zaufać
Informacja o reklamach

Jeśli kiedykolwiek musieliście przekonać dzieci, aby przestały biegać wokół stołu przynajmniej na chwilę, żebyście mogli złożyć zamówienie, to wiecie co mamy na myśli. Rodzice uczucie gorączkowego zakłopotania znają aż za dobrze, ale… czy jest ono uzasadnione?

Postanowiliśmy sprawdzić, co tak naprawdę myslimy widząc dzieci w restauracjach. Czy małe dzieci jedzące obok wzbudzają w ludziach powszechny niesmak? A może zupełnie im to nie przeszkadza? 

Jedynym sposobem, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania było przeprowadzenie badania. Zadaliśmy pytania ponad 1000 osobom i uzyskaliśmy zaskakujące odpowiedzi. Zauważyliśmy też kilka ogólnych trendów, których się nie spodziewaliśmy. 

Na przykład, czy wyobrażasz sobie, że ludzie po ślubie wolą dzielić restaurację ze zwierzętami domowymi niż z dziećmi innych ludzi? Ciekawe, prawda?

Okej, to może nie być aż tak zaskakujące. Ale przyznaj – obserwowanie dziecka „wrzeszczącego przez dwie godziny bez przerwy, ponieważ musiało jeść warzywa” – jak powiedział nam jeden z respondentów, z pewnością może zepsuć wypad do restauracji.

Jeśli zależy Ci na tym, aby naprawdę zrozumieć skalę problemu – jest kilka kwestii, o których powinieneś wiedzieć.

Jedzenie na mieście narodowym hobby

Wszyscy lubimy czasem zjeść na mieście, nieważne czy w osiedlowej włoskiej knajpce, czy w tym hipsterskim miejscu z ostrygami, o którym napisały już wszystkie blogi kulinarne. Aż 93% Polek i Polaków odwiedza lokale gastronomiczne. W 2019 roku, 31% z nas jadało w restauracjach minimum 2-3 razy w miesiącu. Nie da się ukryć, że posiłek na mieście to nieodłączna część naszego życia. Nawet jeśli jesteśmy rodzicami.

Badanie, które przeprowadziliśmy potwierdza ten trend. A wśród rodziców, którzy wzięli udział w ankiecie, 49% deklaruje, że gdy jedzą na mieście, zazwyczaj zabierają ze sobą swoje dzieci. Okazuje się, że dzieciaki nie są przeszkodą na drodze do darmowych paluszków chlebowych.

Najczęściej spotkasz w restauracjach rodziców trójki lub więcej dzieci. Aż 27% osób z tej grupy twierdzi, że idąc do restauracji zawsze zabiera ze sobą dzieci. Co ciekawe, okazuje się, że rodzice są mniej skłonni, aby wychodzić do restauracji ze swoimi pociechami, jeśli mają jedno dziecko (21% z nich deklaruje, że zawsze bierze dzieci ze sobą) lub dwoje dzieci (17%) . Jak obiecaliśmy – będą zaskakujące tredny – oto pierwszy z nich. W tym miejscu pojawia się pytanie – dlaczego w ogóle rodzice podejmują to ryzyko? 

Dla wielu z nas wyjście do restauracji to znacznie więcej niż samo jedzenie. Smaczny posiłek jest ważny, ale według naszego badania, w większości wybieramy jedzenie na mieście w innym celu. To dla nas sposób na relaks, celebrowanie ważnych wydarzeń lub spędzenie czasu z przyjaciółmi czy rodziną. 

Towarzystwo dzieci jest wówczas naturalne. Tym lepiej, jeśli Twoi znajomi mają dzieci w podobnym wieku, albo ich dziadkowie tak dobrze opiekują się nimi podczas rodzinnego spotkania, że wreszcie możesz się zrelaksować i wypić w spokoju drinka.

„Widziałem, jak dziecko zamówiło najdroższą pozycję z menu, a potem nie chciało jej zjeść, bo mu nie smakowała”.

Jeśli wybierasz się do restauracji z całą rodziną, lepiej przygotuj się na niemały rachunek. Według naszej ankiety, 55% osób wydaje w restauracji między 100, a 189 zł na głowę. Nieco ponad 21% płaci mniej niż 99 zł, a więcej niż 24% osób kosztuje to ponad 190 zł od osoby.

Osoby, które jedzą przede wszystkim w restauracjach, wydają na tę przyjemność najczęściej 2001–2500 (24,65%) lub 1501–2000 (21,91%) złotych w ciągu miesiąca.

Rodzice, którzy jedzą z dziećmi na mieście częściej, wydają nieco więcej. Spośród osób, które zawsze zabierają swoje dzieci do restauracji:

  • 14% wydaje mniej niż 99 zł
  • 54% wydaje od 100 do 189 zł
  • 32% wydaje co najmniej 190 zł

To dużo, czy wychodzę na skąpca?

Wrogie spojrzenia przy stole

 

Okej, wiemy już, że niektórzy rodzice lubią wybierać się do restauracji z dziećmi. A co z innymi gośćmi? Jak się czują, jedząc posiłek w restauracji pełnej dzieci innych ludzi? Czy im to przeszkadza?

Krótka odpowiedź brzmi: tak. I to bardzo.

Okazuje się, że 52% badanych twierdzi, że nie lubi obecności dzieci w restauracjach. Ta liczba wydaje się duża, prawda? Czy naprawdę ponad połowie wszystkich ludzi tak bardzo przeszkadza to, że w pobliżu posila się nieco mniejszy człowiek?

Tak wysoki odsetek niezadowolenia z towarzystwa dzieci w restauracjach to w dużej mierze sprawka osób w wieku poniżej 25 lat: 65% z nich twierdzi, że jeść z dziećmi przy sąsiednim stole jest #najgorzej.

Zupełnie odwrotnie sytuacja wygląda w grupie osób w wieku 60 lub więcej lat. Tylko 30% z nich uznało, że dzieci w restauracjach są dla nich problemem.

O dziwo, osoby, które nie mają własnych dzieci są skłonne akceptować je w przestrzeni publicznej bardziej, niż rodzice. Wśród bezdzietnych osób podział był równy – 38% przyznało, że dzieci drażnią ich w restauracjach i dokładnie taka sama liczba osób nie zgodziła się z tym stwierdzeniem. Spośród rodziców, aż 55% zadeklarowało, że dzieci im przeszkadzają, a tylko 25% zaprzeczyło temu stwierdzeniu.

Dzieci w restauracjach przeszkadzają:

  • 56% rodziców jednego dziecka
  • 56% rodziców dwójki dzieci
  • 41% rodziców trójki lub więcej

 A więc – co im tak bardzo przeszkadza?

„Widziałam wrzeszczącą z całych sił, atakującą swoich rodziców i kopiącą rodzeństwo dziewczynkę. To było koszmarne”.

Potraktujmy ten cytat jako odpowiedź na poprzednie pytanie.

A co z ludźmi, którzy są po ślubie? Z pewnością są bardziej tolerancyjni dla rozwydrzonych dzieciaków. W końcu większość naszych respondentów w związkach małżeńskich ma minimum jedno dziecko. Wydawałoby się, że ta grupa badanych powinna być najbardziej wyrozumiała wobec dziecięcych wybryków w miejscu publicznym…

Nic bardziej mylnego. Według naszego badania, ludzie w związkach małżeńskich są najmniej tolerancyjni wobec obecności dzieci w restauracjach. Aż 59% badanych z tej grupy stwierdziło, że dzieci w restauracji to dla nich problem. Ma to sens – wyobraź sobie, że przez ostatni tydzień próbowałeś sprawić, aby Twoje dzieci były jak najmniej uciążliwe dla otoczenia. W takich okolicznościach ostatnie, z czym chcesz mieć do czynienia podczas swojego wolnego wieczoru to dzieci innych ludzi. 

Co ciekawe, najmniej zniesmaczone obecnością dzieci w restauracjach są osoby owdowiałe lub rozwiedzione. Zaledwie 6% w tej grupie uznało, że to dla nich problem. 

Z drugiej strony, czy to aż tak dziwne? 

Wielu rozwodników lub wdowców prawdopodobnie ma swoje dorosłe dzieci, a może nawet i wnuki. Z pewnością odgrywa tu rolę nostalgia i syndrom babci lub dziadka. Dzieci innych ludzi mogą przypominać im o miłych chwilach z ich własnymi dziećmi lub wnukami. W takiej sytuacji sentymentalne zerkanie na maluchy przy sąsiednim stole ma swoje plusy. A jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, wystarczy, że rozsiądą się wygodnie i będą obserwować chaos, który nie jest już przecież ich problemem.

Możliwe też, że rozwodnicy i wdowcy jakimś cudem spotykają na swojej drodze wyłącznie spokojne i grzeczne dzieciaki. Prędzej czy później wszyscy będziemy mieli jednak do czynienia z tym jednym dzieckiem, które nie chce się uspokoić, uciszyć, ani przyjąć do wiadomości, że jest niegrzeczne. 

„Kiedyś widziałem, jak około 4-letnie dziecko uderzyło swoją matkę prosto w twarz plastikowym koszyczkiem”.

Nawet jeśli jesteś tym szczęśliwcem, który nie doświadczył tego na własnej skórze, na pewno potrafisz sobie wyobrazić, że niegrzeczne dziecko może zepsuć wieczór w restauracji wszystkim wokół. Założyliśmy, że większość rodziców by się z tym zgodziła. I mamy dowody na to, że tak jest.

Ponad połowa rodziców twierdzi, że złe zachowanie dziecka zepsułoby ich wolny wieczór na mieście. 

Rodzice jednego (62%) i dwójki (60%) dzieci byliby najbardziej niezadowoleni z tego powodu, podczas gdy osoby z trójką lub większą liczbą dzieci (53%) zniosłyby taką niedogodność lepiej, ale miałaby ona wpływ na ich przyjemność z posiłku na mieście. Mniej więcej taki wpływ jaki asteroida w Armageddonie miała na Bruce'a Willisa.

Osoby będące w związku małżeńskim (62%) lub partnerskim (50%) zgodziły się, że wrzeszczący maluch przy innym stoliku zepsułby ich wyjście.

Okazało się, że single mają inne zdanie – zaledwie 41% z nich stwierdziło, że źle zachowujące się dziecko zepsułoby im wieczór.

To samo dotyczy osób, które wydają więcej pieniędzy na jedzenie na mieście. Chociaż wiele osób zgodziło się, że niegrzeczne dziecko mogłoby zrujnować im wieczór, zauważyliśmy, że gdy wzięliśmy pod uwagę wysokość rachunku, tendencja poszła w przeciwnym kierunku niż się spodziewaliśmy. Osoby, które zgodziły się, że niesforne dziecko zepsułoby im posiłek w restauracji to:

  • 63% wydających do 99 zł na głowę
  • 60% wydających 100–189 zł
  • 58% wydających więcej niż 190 zł

Wynika z tego, że wraz ze wzrostem średniej wielkości rachunku od osoby, wzrasta również tolerancja dla zachowania dzieci w restauracji.

„Nigdy nie widziałem dziecka, które zachowywałoby się niegrzecznie w restauracji”.

Zazdrościmy, ale jesteś w znacznej mniejszości.

Niestety niegrzeczne dzieci w lokalach gastronomicznych obserwujemy regularnie. Dzieje się to tak często, że wiele osób reaguje na to w bardzo negatywny sposób.

  • Spośród respondentów po ślubie, 69% powiedziało, że woleliby zrezygnować ze swoich planów i wyjść z restauracji, niż siedzieć przy stoliku obok dzieci.  
  • Spośród osób niezamężnych, ale będących w związku, 43% przyznało, że również opuściłoby lokal.
  • Ponad połowa singli była podobnego zdania – 51% stwierdziło, że opuściliby restaurację. 
  • Co zaskakujące, zdanie osób rozwiedzionych lub owdowiałych było diametralnie inne – tylko 12% stwierdziło, że zrobiłoby to samo. 

Nasza ankieta ujawnia, że jeśli jedyny wolny stolik znajdowałby się obok innej rodziny z dziećmi, aż 64% rodziców opuściłoby restaurację i poszło gdzieś indziej. Rozkładając te dane na czynniki pierwsze, okazało się, że twierdziło tak 63% rodziców z jednym dzieckiem, 66% tych z dwójką i 55% z trójką lub większą liczbą dzieci. To kolejny niespodziewany trend – im ludzie mają więcej dzieci, tym bardziej są tolerancyjni dla innych.

Spodziewałem się czegoś odwrotnego, ale może jestem bezwzlędny. A może to po prostu kwestia wieku.

Pokolenie Z jest najbardziej skłonne do opuszczenia restauracji na widok dzieci w pobliżu – to aż 74% osób. Następni w kolejności są Millenialsi – 68% i pokolenie X – 65% osób. 

Z kolei najmninej skorzy do zmiany swoich planów ze względu na bliskie towarzystwo dzieci byli Baby Boomerzy. Tylko 39% z nich stwierdziło, że wyszliby z wieczornej kolacji w restauracji, zamiast łamać się chlebem z dziećmi przy sąsiednim stoliku. Najprawdopodobniej wynika to z tego, że starsi ludzie darzą dzieci większą sympatią niż reszta z nas. Oni naprawdę lubią towarzystwo dzieci podczas posiłku.

„Widziałam, jak dziecko objada się w chińskim bufecie, a następnie zwraca zawartość swojego żołądka na podłogę. Natychmiast wyszłam z lokalu”.

Co zaskakujące, wiele osób woli dzielić przestrzeń w lokalu ze zwierzętami domowymi niż z dziećmi. Według naszej ankiety, 62% osób obecność dzieci w restauracjach przeszkadza bardziej niż obecność zwierząt.

Rodzice, którzy mają jedno dziecko uznali, że zwierzęta w restauracji przeszkadzają im mniej niż inne dzieci. Zgodziło się z tym 64% wszystkich badanych. Jednocześnie tylko 43% rodziców, którzy mają co najmniej troje dzieci, stwierdziło, że w restauracjach preferują sierściuchy niż dzieciaki. 

Młodzi ludzie również preferują towarzystwo zwierząt podczas posiłku. Aż 80% osób z Pokolenia Z uznało, że wolą spędzać czas ze zwierzętami w restauracji niż z dziećmi, podczas gdy zaledwie 32% Baby Boomerów uważa tak samo. Wygląda na to, że większość starszych osób jest... cóż, zniesmaczona pomysłem jedzenia w otoczeniu zwierząt. 

Wyniki naszego badania wyraźnie pokazują, że wraz z wiekiem ludzie stają się bardziej tolerancyjni wobec dzieci, a mniej wobec zwierząt domowych w przestrzeni restauracji. 

Podobnie z rozwodnikami i wdowcami – 73% z nich jest bardziej za jedzeniem w pobliżu dzieci niż zwierząt. Spośród zamężnych lub żonatych osób zaledwie 20% przyznało, że wolałoby mieć do czynienia z Koszmarnym Karolkiem niż z psem.

W polskim prawie nie istnieją regulacje zakazujące zwierzętom wstępu do restauracji. Zgoda na obecność czworonoga w przestrzeni lokalu zależy wyłącznie od jego właściciela. 

Wyobraź sobie, że siadasz przy stoliku, zerkasz w przyjazno-ostrzegawczy sposób na mamę z pociechami obok, a następnie przeżywasz turbulencje na krześle za każdym razem, gdy dzieciaki przebiegają między stołami. Zwracasz im uwagę czy traktujesz zamówionego kurczaka jako zabawkę antystresową?

Nie rób scen 

 

Trudno nie zauważyć dzieci, które są zdeterminowane zrobić wszystko, aby je zauważono. Rodzice mogą przekupywać, grozić lub szeptać, ale prawda jest taka, że czasem nic nie jest w stanie powstrzymać niczym nieuzasadnionego wybuchu dorastającego dziecka.

Pytanie – jak reagują na to pozostali goście? Czy w ogóle to zauważają? A może te wszystkie gniewne spojrzenia są tylko w Twojej głowie?

Zaledwie 3% singli powiedziało nam, że często widzi źle zachowujące się dzieci w restauracjach. Osoby niebędące w związku są więc w statystykach tuż obok 6% osób rozwiedzionych i owdowiałych, którzy stwierdzili to samo. Najwięcej tego typu zachowań zaobserwowali ludzie w związkach (24%) lub związkach małżeńskich (14%). Mamy hipotezę, z czego wynika ta rozbieżność.

Dlaczego single nie dostrzegają tak często dzieci, które źle zachowują się w restauracjach? Może dlatego, że sami rzadziej mają dzieci, a przynajmniej rzadziej zabierają je ze sobą, gdy wychodzą zjeść coś na miasto. Z badania wynika, że samotni rodzice, którzy zabierają swoje dzieci do restauracji są w mniejszości. Żonate lub zamężne osoby robią to częściej.

Jeśli z kolei ktoś jest rozwiedziony lub owdowiały, istnieje prawdopodobieństwo, że jego dzieci są już starsze i bardziej odpowiedzialne. 

Zauważyliśmy, że starsi ludzie są mniej poruszeni złym zachowaniem dzieci i również rzadziej je zauważają. Prawdopodobnie dlatego, że nie mają własnych małych dzieci. To samo dotyczy bezdzietnych respondentów. Wniosek? Ludzie, którzy denerwują się najbardziej są tak naprawdę poirytowani przez swoje własne dzieci!

Przyznaj, że ma to sens. Własne dziecko jest w stanie popsuć humor bardziej niż cudze. Są sytuacje, które można zignorować, ale czasem jest to po prostu niemożliwe.

„Widziałem kiedyś chłopca, który biegał między stolikami restauracji, krzycząc z całych sił. Zatrzymywał się przy przypadkowych gościach, sięgał po ich talerze lub sztućce i zrzucał je na podłogę”.

Nieprzyjemnie.

W odpowiedziach naszych ankietowanych pojawiły się relacje o dzieciach rzucających jedzeniem, krzyczących, przeklinających, a nawet spacerujących między stołami i błagających o resztki z talerzy innych ludzi. Było też kilka wzmianek o dzieciach niegrzecznych wobec personelu i niszczących mienie restauracji.

Czy rodzice są świadomi tego typu zachowań? Zapytaliśmy badanych, jak często spotkali się z tym, żeby rodzice dyscyplinowali swoje dzieci w restauracjach. Według naszych danych 34% osób rzadko się z tym spotyka lub nigdy tego nie widziało, w tym:

  • 42% osób bezdzietnych
  • 30% rodziców jednego dziecka
  • 33% rodziców dwójki
  • 27% rodziców co najmniej trójki

Domyślam się, że trudno jest zapanować nad chaosem piąstek i glutów bez robienia scen, ale drodzy rodzice, chociaż spróbujcie!

Tylko że… dzieci nie zawsze chcą współpracować. Zgodzi się z tym każdy rodzic – to fakt naukowy.

A jeśli rodzice nie wkroczą do akcji – czasami muszą zrobić to inni ludzie. 

Aż 75% rodziców przyznało, że zwrócono im uwagę na złe zachowanie ich dzieci w restauracji. Dotyczyło to 75% osób z jednym dzieckiem, 78% z dwójką dzieci i 51% rodziców z co najmniej trójką dzieci.

Być może więcej dzieci to niekoniecznie więcej problemów. 

Najwięcej uwag od obcych osób z powodu zachowania swoich dzieci otrzymują młodzi rodzice. Niezależnie od tego, ile wydają na jedzenie, to właśnie rodzice poniżej 25 lat byli najczęściej upominani przez innych, gdy ich dzieci zachowywały się niewłaściwie w restauracji. Było to aż:

  • 78% wydających mniej niż 99 zł na głowę
  • 82% wydających 100–189 zł
  • 96% wydających co najmniej 190 zł

Jak to wytłumaczyć? Małe brzdące, nad którymi trudniej jest zapanować spotkamy prawdopodobnie częściej wśród młodych rodziców. 

Pamiętaj jednak, że w tym wszystkim nie chodzi jedynie o Twoich współbiesiadników. Ktoś musi sprzątnąć ten szpinak z podłogi i najprawdopodobniej będzie to ktoś, kto tam pracuje. 

Zapytaliśmy respondentów o to, czy często lub chociaż czasami byli świadkami jak pracownicy restauracji musieli konfrontować się z rodzicami w związku z zachowaniem ich dzieci przy stole. 54% odpowiedziało nam, że tak. To... dużo.

Zauważyliśmy też, że im mniej ludzie wydają na jedzenie, tym mniej prawdopodobne, że zauważą interwencję obsługi w restauracji. W przypadku osób wydających na głowę 99 zł lub mniej 71% stwierdziło, że rzadko lub nigdy widziało, aby personel reagował w sprawie źle zachowującego się dziecka. Z kolei tylko 41% osób wydających minimum 190 zł powiedziało nam to samo.

Z naszego badania wynika, że osoby poniżej 25 roku życia najczęściej zauważają, że personel restauracji podejmuje działania – to 23%. Podczas gdy tylko 6% osób powyżej 60 roku życia przyznało, że byli świadkami takiej sytuacji.

A może po prostu niektórzy pracownicy restauracji są zbyt ostrożni?

„Moja niespełna czteroletnia córka dotknęła znaku nie dotykać. Personel zasugerował, abyśmy spędzili naszą wizytę w ogrodzie, a nie w środku restauracji.”

No cóż, mała zrozumie, gdy nauczy się czytać.

Dzieci i restauracyjne restrykcje 

 

To oczywiste, że dla wielu osób dzieci w restauracjach (lub niegrzeczne dzieci spotkane gdziekolwiek) są dużym problemem.

Prawdopodobnie to dlatego ludzie uważają, że niektóre restauracje powinny być przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Co ciekawe, wielu rodziców zgodziło się z tą opinią. Uważa tak:  

  • 61% rodziców jednego dziecka
  • 58% rodziców dwójki
  • 47% rodziców co najmniej trójki

Paradoksalnie, tylko 52% bezdzietnych ludzi się z tym zgodziło. Cóż za rozkoszna ignorancja. 

Co zaskakujące, ludzie, którzy najczęściej odwiedzają restauracje są najmniej skłonni do wprowadzania jakichkolwiek zakazów. Tylko 51% osób wychodzących zjeść coś na miasto pięć lub więcej razy w miesiącu uważa, że dzieci powinny mieć zakaz wstępu do niektórych lokali. Wśród osób jadających na mieście raz w miesiącu lub rzadziej jest to 65%.

Prawdopodobnie wynika to z tego, że ludzie, którzy wychodzą do restauracji rzadziej, robią to w związku ze specjalnymi okazjami. Zrozumiałe, że chcą, aby nic nie zakłócało im wyjątkowego wieczoru. Wspomnienie wyjmowania katapultowanego groszku z włosów podczas świętowania rocznicy ślubu lub imienin to nie najmilsza perspektywa.

Ci, którzy jedzą na mieście częściej, mniej przejmują się takimi sytuacjami. Wiedzą, że bez względu na to, co dobrego czy złego się wydarzy, w kolejnym tygodniu będą mogli znowu pozwolić sobie na lunch lub kolację na mieście.

Rozumiem, jeśli całkowite zakazanie wstępu dzieciom do restauracji wydaje Ci się zbyt surowe. Co więc powiesz na pomysł „godziny policyjnej” dla dzieci w lokalach gastronomicznych?

Według naszego badania, rodzice w dużej mierze popierają ograniczenie godzin, w których dzieci miałyby wstęp do restauracji. Rodzice, którzy są najbardziej za mają jedno (64%) lub dwójkę (67%) dzieci. Osoby z co najmniej trójką dzieci zgadzały się nieco rzadziej (44%), podobnie jak osoby bezdzietne (58%).

Godzina policyjna wciąż brzmi jak restrykcyjne ograniczenie? Może zgodzisz się z 65% osób po ślubie, które opowiedziały się za oddzielnymi pokojami dla rodzin, lub z 42% samotnych osób, które również chciałyby, aby dzieci zajmowały osobną przestrzeń w lokalu.

„Dziecko upuściło kawałek pizzy na brudną podłogę, po czym szybko go podniosło i zjadło”.

Nie słyszałeś o zasadzie pięciu sekund?

Niezależnie od tego, czy jesteś rodzicem, czy nie, postaraj się zrozumieć jak trudno czasem nakłonić małe dziecko do odpowiedniego zachowania. Daruj sobie oceniające spojrzenia, podnieś z ziemi tą malutką skarpetkę i podaj ją zestresowanej mamie przy stoliku obok.

Przede wszystkim pamiętaj, że nie tylko dzieci mogą mieć zły dzień. 

„Najgorsze zachowanie, jakiego kiedykolwiek byłem świadkiem, dotyczyło rodzica. Dzieci były trochę głośne, ale nikomu nie przeszkadzały. Za to ojciec obrażał je i wyzywał, próbując je w ten sposób zdyscyplinować. Jak na ironię, dzieciaki świętowały Dzień Ojca”. 

Nieźle.

Metodologia i ograniczenia 

Przeprowadzając ankietę, zebraliśmy odpowiedzi od 1031 respondentów za pośrednictwem portalu Mechanical Turk firmy Amazon. Badani to w 42% kobiety, a w 58% mężczyźni. 18% respondentów miało 25 lub mniej lat, lub, 48% było w wieku 26–39 lat, 24% w wieku 40–59 lat, a 10% miało 60 lub więcej lat.

W badaniu przeanalizowaliśmy stosunek ludzi do obecności dzieci w restauracjach oraz ich postawy wobec niewłaściwego zachowania dzieci, którego byli świadkami. Respondentom zadano dwadzieścia jeden pytań zamkniętych dotyczących ich poglądów oraz dwa dodatkowe pytania otwarte.

Niektóre pytania i odpowiedzi zostały przeredagowane lub skrócone dla czytelności i łatwości ich zrozumienia przez odbiorców. W niektórych przypadkach przedstawione procenty mogą nie sumować się do 100 procent. W zależności od przypadku jest to spowodowane zaokrągleniem liczby lub brakiem odpowiedzi („żadne z powyższych”, „nie jestem pewien”, „nie wiem”).

Ponieważ doświadczenie, którego dotyczy badanie jest subiektywne, zdajemy sobie sprawę z tego, że na odpowiedzi niektórych uczestników badania mógł wpłynąć efekt respondencki, który może prowadzić do niepełnej dokładności pomiaru danych.

Biorąc pod uwagę podział demograficzny i liczność naszej próby badawczej, badanie można uogólnić dla całej populacji.

Julia Wysocka - Redaktorka HiJunior

Redaktorka HiJunior

Julia Wysocka

Julia Wysocka specjalizuje się w tematach rozwoju dziecka oraz wpływu relacji rodzinnych na dorosłe życie. Fascynuje się psychologią rozwojową i wychowawczą. Jest zwolenniczką świadomego rodzicielstwa, skupionego na budowaniu relacji z dzieckiem opartej na poczuciu bezpieczeństwa, zaufaniu i wartościowym dialogu.

Zadbaj o szczęście swojego dziecka

Wychowuj bez wątpliwości dzięki HiJunior

Zobacz wszystkie artykuły
Podobne artykuły
Adaptacja dziecka do przedszkola. Praktyczne rady dla rodziców

paź 11

Adaptacja dziecka do przedszkola. Praktyczne rady dla rodziców

Co zrobić, aby adaptacja dziecka w przedszkolu przeszła bez trudności?undefined